środa, 3 maja 2017

rozdział 39

-Co jest między tobą a Jamesem?-rzuciła Wiktoria przyglądając nam przy obiedzie. James siedział zapatrzony w ekran, a jego typowy "trans" uwzględniał ignorowanie otoczenia do tego stopnia, że nie zauważyłby apokalipsy naokoło.
-Umowa-wzięłam łyk herbaty próbując uniknąć kontaktu wzrokowego.
-Nie o to pytałam, Maja-przypatrywała mi się intensywnie. Machnęłam na to ręką tęskno spoglądając w jego kierunku.-Okay, skończmy ten temat. Mam lepsze pytanie..
-Jakie?-spytałam zaciekawiona odwracając się w jej stronę.
-Która z nas przeprowadzi z Lili "tę rozmowę"?
Chwilę zajęło mi dobrnięcie do sensu zdania. Piszcząc klepnęłam ją w ramię, a nasz chichot wywołał wilka z lasu-James podniósł wzrok.




Po skończeniu obiadu zaczęłam szorować płytki. James siedział obok i wciąż uzupełniał pliki i dokumenty przy stole, od czasu do czasu pytając, która godzina albo czy mogę mu coś podać.
Gdy schody lśniły, cały kurz i brud znalazł się w koszu, kanapki do pracy został mi tylko ogród. Poinformowałam bruneta, że tam idę, ale chyba niezbyt zwrócił na mnie uwagę. Pracowałam dość długo przy roślinach, aż nagle poczułam, jak zaczyna mnie mdlić. Uklękłam na moment i poczułam ból spalonej skóry, a następnie zawroty głowy. Chciałam kogoś zawołać, ale niezbyt mi to wyszło. Słowo, które wykrzyknęłam było niewyraźne i chyba nic nie znaczyło w żadnym języku. Zdążyłam jedynie podłożyć sobie rękę pod głowę i osunęłam się.




Ocknęłam się już w zacienionym i chłodniejszym miejscu
-Nic jej nie będzie?-rozpoznałam głos Jamesa.
-Nie, dostała udaru cieplnego-rzucił lekceważącym i znudzonym tonem Łukasz. Brzmiał jakby powtórzył to samo zdanie już chyba 15 raz pod rząd.-Lepiej idź namocz ręcznik, trzeba zmienić okład.
-Ughm-zdążyłam wycharczeć i odchrząknęłam nieudolnie. Wzrok blondyna powędrował w moją stronę. Usiadł na skraju łóżka i zaczął gładzić mnie po policzkach, a na koniec położył swoją dłoń na moim czole.
-Jak się czujesz?-spytał miękko, a w tym momencie wszedł brunet do pokoju.
-Chyba...chyba dobrze-próbowałam usiąść, ale było mi zbyt słabo.
-Co dziś robiłaś?-zadał pytanie patrząc na brązowookiego.
-Sprzątałam. A potem...Ogródek. Tak, robiłam porządki.-uśmiechnęłam się niemrawo i złapałam za głowę.
-James, przynieś aspirynę-brunet bez mrugnięcia zleciał do kuchni zostawiając mi mokry ręcznik.-A teraz posłuchaj mnie uważnie,młoda panno. Ile razy mam ci powtarzać, że masz się nie przemęczać, nawadniać i wychodzić na słońce tylko w kremie i w kapelusiku?-imitował jakąś staruszkę, aż nie mogłam się nie uśmiechnąć.-A tak na serio, dostałaś udaru cieplnego, tak mi się przynajmniej wydaje. Jesteś oparzona, ale House zdradził nam jaki specyfik ci kupić w aptece i twoja skóra wygląda już lepiej.
-No bez przesady, siedziałam w ogrodzie od 12-mruknęłam przymykając oczy.
-Tak. Do 17. Świetna pora w lato na siedzenie na dworze bez ochrony-odpowiedział sarkastycznie-zostawiam was. Dacie sobie już radę dzieciaczki?-powiedział głośniej widząc Jamesa na horyzoncie. Kiwnęłam mu lekko głową, a on wyszedł zostawiając mnie samą z brązowookim. Mężczyzna usiadł w miarę blisko, ale widocznie ta pozycja mu nie odpowiadała, bo zaraz ułożył się obok mnie.
-Wszystko okay?-spytał łapiąc moją dłoń i gładząc każdy z palców.
-Teraz, gdy w końcu mnie zauważasz, chyba tak.-przymknęłam na chwilę oczy i odwróciłam się na bok, w jego stronę.
-Nie ignorowałem cię przecież.-stwierdził ostentacyjnie machając dłonią. Zignorowałam to ja i zazdrość i ból z poprzedniego dnia i koncertu, skupiając się na spokoju i ciszy. Jego ciepło odbijało się do mnie i dawało przyjemne uczucie spokoju. Czułam jego słodki, truskawkowy oddech na mojej twarzy. Jego palce gładko przeleciały przez moje włosy. Jego ciepło jakby zwiększało swoją intensywność, oddech był jeszcze przyjemniejszy, a łóżko obok zaczynało się uginać od ruchu. W ułamku sekundy złożył słodki pocałunek na moich ustach. Przyjemny, ciepły pocałunek. Trwał kilkanaście sekund, ale wydawał się tak długi i cudny, że nie miałam ochoty go kończyć. Zakładam, że z przyjemności, pojawiły się motylki w brzuchu i ułożyłam dłonie na jego karku. Po odsunięciu nie mogłam powstrzymać uśmiechu i zostawiłam dłoń opartą na jego karku. Po kilku chwilach zaczęłam usypiać. Ostatnie, co kojarzę, to krzyk  wbiegającej Wiktorii "CO SIĘ STAŁO, ŻYJE?!" i uciszającego ją Jamesa.